TADŻYKOWIE W UZBEKISTANIE I CO Z TEGO WYNIKA
Rozmowa z Tadżykiem Rustamem, właścicielem naszego pensjonatu w Bucharze, a potem kierowcą i towarzyszem podróży do Chiwy, zachęciła mnie do dokształcenia się w temacie alfabetu, edukacji i polityki narodowościowej w Uzbekistanie (to prawdopodobnie skrzywienie zawodowe). Doczytałam sobie, między innymi, że za czasów prezydenta Karimowa uzbecki rząd prowadził bardzo intensywną politykę unarodowiania populacji, może nie jakimiś brutalnymi metodami, ale właśnie ograniczając dostęp do edukacji w językach mniejszości narodowych, czy do druku i importu książek. Potem sytuacja trochę się poprawiła, ale nie można powiedzieć, że jest już dobrze. Największą mniejszością narodową w Uzbekistanie są właśnie Tadżykowie (regiony Samarkandy i Buchary, Dolina Fergańska). Według oficjalnych statystyk stanowią ok. 5% populacji, ale to dlatego, że większość z nich, żeby uniknąć biurokratycznych nieprzyjemności, deklaruje narodowość uzbecką, tak jak choćby poznany przez nas Rustam. Sami Tadżykowie szacują, że stanowią do 30% ludności Uzbekistanu. (ciekawy artykuł o historii i sytuacji Tadżyków w Uzbekistanie można przeczytać tutaj)
Szkół w języku tadżyckim jest bardzo mało i ich liczba wciąż spada, bo na poziomie uniwersyteckim po tadżycku można studiować tylko kilka kierunków, a poza tym na egzaminie wstępnym i tak wymagana jest perfekcyjna znajomość uzbeckiego oraz znajomość jeszcze jednego języka obcego. Paradoksalnie, w Uzbekistanie jest mniej szkół z językiem tadżyckim (w tej chwili ok. 250) niż szkół z językiem karakałpackim (380), mimo iż Karakałpaków jest tam ok. 700 tysięcy, a Tadżyków może nawet ok. 11 milionów. Różnica bierze się stąd, że Karakałpakowie mieszkają głównie w Autonomicznej Republice Karakałpacji, którą rząd w Taszkencie traktuje inaczej.
A jeśli chodzi o książki, uświadomiłam sobie także coś, nad czym wcześniej się nie zastanawiałam.

ZAMIESZANIE Z ALFABETEM
Do lat dwudziestych XX wieku na terenie całego Uzbekistanu używano alfabetu persko-arabskiego, a podstawą tożsamości nie była etniczność tylko raczej wspólna islamska religia. Po włączeniu tych terytoriów do ZSRR Sowieci wprowadzili alfabet łaciński (tak zwaną łacinkę), żeby osłabić wpływ religii na życie społeczne, a w latach czterdziestych zastąpili go cyrylicą. Po uzyskaniu niepodległości przez Uzbekistan w latach dziewięćdziesiątych, postanowiono przestawić się z powrotem na łacinkę, żeby odciąć się od sowieckiego dziedzictwa, co zresztą okazało się trudniejsze, niż się spodziewano i jest to wciąż work in progress. To jednak nie dotyczy tadżyckiego, który wciąż zapisywany jest w zmodyfikowanej cyrylicy.
Krótko mówiąc: dzisiejszy Uzbek (albo Tadżyk) nie poczyta sobie książek wydanych w XIX wieku (do szkół wprowadzono co prawda przedmiot „Alfabet i teksty przodków”, ale to za mało, żeby biegle opanować pismo persko-arabskie). Tadżyk po tadżycku w ogóle mało co sobie poczyta albo poogląda, bo uzbecka telewizja nie ma kanału w języku tadżyckim. To kolejny paradoks – mała Karakałpacja ma rozwinięty rynek wydawniczy, publikuje się i wznawia albo transliteruje literaturę narodową np. utwory dziewiętnastowiecznego poety Berdaqa czy dwudziestowiecznego autora powieści historycznych Kaipbergenova (nie pytajcie mnie o imię, długie i skomplikowane), tłumaczy się także literaturę obcą. Niektóre książki wydawane są w dwóch alfabetach, żeby ułatwić lekturę starszemu pokoleniu, które słabo zna łacinkę.

Mały Książę po karakałapacku, wydany w dwóch wersjach, łacinką i cyrylicą


CO TADŻYK PRZECZYTA PO TADŻYCKU
Natomiast Tadżycy mają praktycznie dostęp tylko do nielicznych podręczników, bo literatury pięknej w tym języku w Uzbekistanie prawie się nie wydaje, a sprowadzać jej z Tadżykistanu nie ma komu: tadżyckie księgarnie nie istnieją, można coś wwieźć prywatnie w walizce, ale zawsze jest ryzyko, że celnik się przyczepi (drobiazgowość kontroli na granicy jest legendarna, a książki cyrylicą są brane pod lupę). Prawie niedostępny jest także Koran po tadżycku, ale tutaj z pomocą przychodzi internet i ściąga się tekst na telefon. W meczetach oficjalne kazanie piątkowe wygłaszane jest obowiązkowo po uzbecku, ale w Bucharze czy Samarkandzie potem imamowie często streszczają je jeszcze po tadżycku.


W Uzbekistanie wydawana jest jedna gazeta po tadżycku, „Ovozi Tojik”, ale to państwowy dziennik o profilu społeczno-politycznym, ściśle powiązany z władzami centralnymi i odzwierciedlający oficjalną linię polityczną rządu tego kraju. Jego lektura jest równie zajmująca, jak niegdyś teksty w „Trybunie Ludu”.

Dziennik „Ovozi tozik” został założony w 1924 roku (nosił wtedy tytuł „Ovozi tojiki kambagal” czyli Głos ubogiego Tadżyka) i od początku była tubą propagandową. Tyle tylko, że z czasem z promowania ideologii marksistowsko-leninowskiej przerzucił się na promowanie linii politycznej aktualnych władz w Taszkencie.
CZEGO W UZBEKISTANIE SIĘ NIE PRZECZYTA ANI PO TADŻYCKU, ANI PO UZBECKU
Przy okazji zrozumiałam też, dlaczego w Taszkencie studentki tak desperacko chciały nam pokazać bibliotekę w swoim nowiutkim uniwersytecie. Mnie zbiory, z których były takie dumne, wydały się bardziej niż skromne, ale problem polega na tym, że w Uzbekistanie brakuje przetłumaczonych na język narodowy tekstów naukowych (zapomnijmy o tadżyckim). Kto chce się kształcić, musi koniecznie opanować rosyjski. Uff!
Narodowy Uniwersytet Uzbekistanu w Taszkencie dysponuje potężną biblioteką – ponad 600 tysięcy książek, ale jest to zbiór profilowany, głównie lingwistyka, filologia i pedagogika. Nauk ścisłych na wyższym poziomie trzeba się uczyć po rosyjsku lub angielsku.

Inne wpisy z Uzbekistanu:
Z Buchary do Chiwy przez pustynię Kyzył-kum
Buchara czyli perska lekcja dla starszej pani
Samarkanda między Pruszyńskim a szaszłykiem








Zostaw odpowiedź