Moje samochody

Starsza pani nie ma własnego samochodu. Kiedyś miała: Fiata Uno z 1997 roku, którym dzielnie jeździła lat kilkanaście i bardzo go sobie chwaliła, Nie było w nim żadnych elektronicznych gadżetów, a nawet wspomagania kierownicy. Ot, blaszane pudełko na kółkach.

Dziś jeżdżę głównie samochodami z wypożyczalni. Każdego roku zaliczam co najmniej pięć–sześć wynajmów, więc mam okazję testować różne marki i modele.

Najbardziej lubię wypożyczalnie, od których dostaję auto nieco poobijane lub przynajmniej zarysowane, bo to na ogół oznacza, że przy zwrocie nikt nie będzie szukał z lupą w ręku wyimaginowanych szkód.

Właśnie dlatego nie przepadam za Hertzem. Samochody są tam zazwyczaj nowe i w bardzo dobrym stanie, ale kontrole przy zwrocie bywają bardzo drobiazgowe. Może nie wszędzie, ale ja miałam co najmniej trzy niemiłe doświadczenia. W Cardiff pracownica dopatrzyła się milimetrowego naderwania na oponie i wyceniła je na 50 funtów. W Katanii okazało się, że samochód miał niesprawną tylną wycieraczkę, czego nie sprawdziłam przed wyjazdem z parkingu. Z kolei w Tallinie na końcowym rozliczeniu doliczono mi dodatkowy dzień wynajmu; po proteście opłatę anulowano z wyjaśnieniem, że to prawdopodobnie błąd systemu.

Nie twierdzę, że tak jest wszędzie, ale od tamtej pory przy wynajmie w Hertzu pilnuję godzin odbioru i zwrotu co do minuty.

Zupełnie inne doświadczenia mam z Alamo. Jeśli tylko cena jest przyzwoita, zwykle wybieram właśnie tę firmę. Nigdy nie miałam z nimi problemów, a kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt minut różnicy przy odbiorze lub zwrocie samochodu jest zwykle akceptowane.

Samochodów szukam konwencjonalnie, przez strony wyszukiwarek, głównie Discovercars lub opcję wynajmu samochodu na Bookingu. Ceny są z reguły niższe niż bezpośrednio u poszczególnych agencji. Zawsze sprawdzam obie bo np. Discovercars już w grudniu twierdził, że w Narviku nie ma żadnych samochodów na lotnisku, a Booking mi coś znalazł. Z oboma pośrednikami mam też dobre doświadczenia, jeśli chodzi o kwestie związane z pełnym ubezpieczeniem. Discovercars już po dwóch dniach zwrócił mi 270 euro za zarysowanie auta w Hiszpanii (no tak, nieudany manewr na parkingu) a Booking 500 euro za wyimaginowaną ryskę na karoserii w Łotwie (szkodę wyceniono dokładnie w wysokości depozytu). Czasami jednak korzystam także z lokalnych wypożyczalni, np. na Wyspach Kanaryjskich był to Cicar – tani i bardzo przyjazny wynajmującym (oddałam auto pół godziny po czasie i nikt nawet nie mrugnął okiem).

Dong Feng Box A (Norwegia)

Hyundai Elantra (Kanada)

Zawsze uwielbiałam podróżować

i z wiekiem mi się pogorszyło. Być może dlatego, że dawno, dawno temu, kiedy byłam (niekoniecznie) piękną dwudziestoletnią, wyjazdy z komunistycznej Polski były imprezą skomplikowaną i często zbyt kosztowną jak na moją kieszeń. Robiłam sobie listę wymarzonych podróży: Knossos, Luksor, Quebec, Wyspy Galapagos, Rio de Janeiro… Część z nich już zrealizowałam, inne dopiero na mnie czekają. I co z tego, że tymczasem zostałam już starszą panią?

To za chwilę