Moje pierwsze spotkania z norweskimi autorami sięgają wielu (dziesiątków) lat wstecz. Jeszcze w liceum zachwycałam się Ibsenem, czytałam z wypiekami na twarzy Krystynę córkę Lawransa Sigrid Undset, i z jeszcze większymi Córkę Wikingów Very Henriksen (chociaż teraz zdaję sobie sprawę, że z literackiego punktu widzenia Krystyna jest jednak dużo lepsza). A dzisiaj? Jest oczywiście nordic noir, ale przyznaję, że mnie do niego za bardzo nie ciągnie, zbyt mroczne klimaty, zbyt ponure zbrodnie.
Przed wyprawą na Lofoty przeczytałam Into Thin Air Ørjana Nordhusa Karlssona, bo rozgrywa się właśnie na Lofotach, ale szczerze mówiąc, nie polecam (tu moja recenzja)
Odkryciem była za to historyczna trylogia Hekne Larsa Myttinga: The Bell in the Lake, Reindeer Hunters i The Night of the Scourge (jest przekład na polski, pt. Siostrzane dzwony, ale chyba tylko 1 i 2 tom). Cudowna, hipnotyzująca historyczna saga, osadzona w fikcyjnej osadzie na dalekiej północy Norwegii. Rozpoczyna się w latach osiemdziesiątych XIX wieku i obejmuje trzy pokolenia bohaterów, pokazując, jak Norwegia zmieniała się przez dziesięciolecia: od świata małych wspólnot, drewnianych kościołów i lokalnych wierzeń po nowoczesność, która stopniowo wchodzi nawet w najbardziej odległe doliny. To powieść realistyczna, mocno osadzona w historii i codzienności, ale z odrobiną magii — takiej, która nie rozbija nastroju opowieści, tylko dodaje jej głębi. Postacie są pełnowymiarowe, fascynujące i nieoczywiste, a język jest piękny, przynajmniej w angielskim tłumaczeniu. Po tej lekturze inaczej patrzy się na norweski krajobraz i inaczej go przeżywa.









Zostaw odpowiedź