Lofoty 2025 – trasa

To była krótka podróż, przylot na lotnisko Evenes/Narwik w niedzielę, 18 maja wylot w czwartek 22 maja, też z Evenes. Oznacza to, że na zwiedzanie Lofotów miałam trzy pełne dni, a właściwie doby, bo w drugiej połowie maja nocy właściwie nie ma i limitem są tylko nasze siły fizyczne. Popełniłam błąd logistyczno-strategiczny, bo wszystkie cztery noclegi zarezerwowałam w Laukviku, w uroczym domu rybackim (Laukvika rorbuer). Mieszkanie było obszerne, wioska autentyczna, oddalona od turystycznych szlaków, cena b. przystępna (40 euro za noc). Ale gdybym planowała powrót na Lofoty, zatrzymałabym się tam na pierwszą i ostatnią noc, a na dwie środkowe przesunęłabym się jednak bardziej centralnie na Vestvågøy. Dotarcie z Laukviku do Å – najdalszego punktu na południe, do którego dojechałam, to 3 godziny bez przystanków na zdjęcia, Wykonalne, ale męczące.

Jak widać, w trzy dni udało mi się objechać prawie całe Lofoty, mimo iż moja baza w Laukviku (pinezka) nie była wybrana najszczęśliwiej.

Jeśli ktoś lubi wspinać się po forsownych górskich szlakach, może spędzić na Lofotach dużo więcej czasu. Osobom preferującym spokojne spacery archipelag nie oferuje wielu możliwości (pani w biurze turystycznym popatrzyła na mnie z wyraźnym niesmakiem, kiedy spytałam o łatwe ścieżki), a malownicze wioski rybackie można obejść spokojnie w pół godziny.

Wniosek: trzy dni na Lofotach wystarczą na objazd najważniejszych miejsc, ale pod warunkiem dobrej pogody i rozsądnej bazy noclegowej. Laukvik był uroczy, tani i spokojny, ale za daleko na codzienne wypady na południe archipelagu.

Mój nocleg w Laukviku był bardzo wygodny, ale należy przyjechać z własnymi zapasami: przed sezonem jedyna restauracja była zamknięta, a sklepik miał godziny otwarcia niekompatybilne z porami moich wycieczek. Do najbliższego supermarketu w Svolvær jest ok. 30 minut samochodem.

Dodaj komentarz

Zawsze uwielbiałam podróżować

i z wiekiem mi się pogorszyło. Być może dlatego, że dawno, dawno temu, kiedy byłam (niekoniecznie) piękną dwudziestoletnią, wyjazdy z komunistycznej Polski były imprezą skomplikowaną i często zbyt kosztowną jak na moją kieszeń. Robiłam sobie listę wymarzonych podróży: Knossos, Luksor, Quebec, Wyspy Galapagos, Rio de Janeiro… Część z nich już zrealizowałam, inne dopiero na mnie czekają. I co z tego, że tymczasem zostałam już starszą panią?

Tutaj też jestem!

Odkryj więcej z Podróże starszej pani

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej