TRANSPORT W BUKARESZCIE

Jak dojechać z lotniska Otopeni do centrum? Możliwości jest wiele. Najprostsza to oczywiście taksówka, ale jest (stosunkowo) droga: w 2024 roku za wieczorny kurs zapłaciłam prawie 30 euro. Dużo taniej wyjdzie Uber lub Bolt (ok. 12-14 euro). Uwaga: kierowców jest dużo i często czekają już na lotnisku. Wieczorem ma to jednak pewną wadę: starsza pani przez kilka minut krążyła po parkingu, próbując ustalić, który z kilkunastu identycznych samochodów jest tym właściwym.

Kolejna opcja to transport publiczny. Pociąg dowiezie nas na Dworzec Północny (Gara de Nord) za ok. 1 euro. Warto jednak pamiętać, że dworzec nie znajduje się w samym centrum, więc jeśli nie mamy noclegu gdzieś w pobliżu, trzeba będzie jeszcze przesiąść się do autobusu. Do centrum dojeżdża za to autobus 100 (uwaga: w tej chwili przystanek przesunięto przed halę odlotów). Za 3 leje, czyli ok. 70 centów dowiezie nas prosto do centrum (bardzo dobre rozwiązanie, jeśli nie mamy dużego bagażu). Ostatnio skorzystałam z tej właśnie opcji i poczułam się jak prawdziwa wyga podróżnicza, a nie leniwa użytkowniczka Ubera. Czas przejazdu taksówką i autobusem niewiele się różni.

Autobusy i metro w mieście jeżdżą regularnie i można w nich płacić kartą, dlatego jeśli nie chcemy zawsze podjeżdżać taksówką, przy wyborze noclegu warto sprawdzić, czy mamy w pobliżu przystanki. Np. do domu Ceaușescu czy muzeum-skansenu rumuńskiej wsi można dojechać metrem i przejść się pieszo przez park 15 minut.

ZWIEDZANIE PARLAMENTU

Nie ma przystanków tuż obok Parlamentu (jest autobus 63, ale jego trasa nie przyda się za bardzo turystom docierającym z centrum), dlatego lepiej tam podjechać albo podejść. Uwaga: do Parlamentu są dwa wejścia, północne i południowe (Calea 13 Septembrie), inaczej wejście przez Senat – bilety kupione przez pośredników kierują właśnie do tego ostatniego. I jeszcze taka uwaga: portale turystyczne często informują, że należy czekać na przewodnika przy bramie wejściowej. Starsza pani zastosowała się do instrukcji bardzo sumiennie i przez kilkanaście minut stała we wskazanym miejscu wraz z kilkoma innymi równie zdezorientowanymi turystami. Żaden przewodnik się nie pojawił, ponieważ w praktyce cała usługa polega jedynie na wejściu bez kolejki. Trzeba po prostu ruszyć do budynku.

Dlatego moja rada jest taka: poza sezonem wakacyjnym nie widzę większego sensu w kupowaniu biletów przez portale turystyczne (ja dałam się nabrać, bo przeczytałam w internecie, że należy rezerwować wejście telefonicznie, co wydawało mi się zbyt trudnym zadaniem). Przy wejściu od strony Calea 13 Septembrie po kilku minutach oczekiwania w kasie bez problemu dostaniecie się na zwiedzanie, bez płacenia haraczu pośrednikom.

Noclegi w Bukareszcie to nie problem, jest ich dużo i raczej nie drenują kieszeni. Ponieważ zawsze wolę mieszkanie z kuchnią lub przynajmniej kącikiem kuchennym, przy pierwszym i trzecim pobycie wybrałam właśnie takie rozwiązanie. W 2024 roku spałam w ogromnym i naprawdę luksusowym apartamencie Victoria Luxury Apartment (byłam wtedy z koleżanką, jeszcze starszą panią ode mnie, i zawsze szukamy noclegu z dwoma osobnymi pokojami, bo obie… chrapiemy). Nie był w samym centrum, ale też nie jakoś dramatycznie od niego daleko. Ostatnio zdecydowałam się na garsonierę na Calea Victoriei, czyli w ścisłym centrum. Była czysta i wygodna, miała także balkon z widokiem na Lipscani, ale to jednak bardzo ruchliwa ulica i nawet na 8 piętro hałas docierał do późnej nocy. Ogólna uwaga jest taka, że te bardzo ładne i odnowione mieszkania często znajdują się w zniszczonych i wymagających remontu kamienicach, wobec tego trzeba do nich trafić przez odrapane klatki schodowe i wjechać na wyższe piętra rozklekotaną windą. Ja nie mam z tym większych problemów.

O wrażeniach ze zwiedzania Bukaresztu piszę tutaj: Trzy wizyty w Bukareszcie

A o moich rumuńskich lekturach tutaj: Opowieści z Rumunii

Dodaj komentarz

Zawsze uwielbiałam podróżować

i z wiekiem mi się pogorszyło. Być może dlatego, że dawno, dawno temu, kiedy byłam (niekoniecznie) piękną dwudziestoletnią, wyjazdy z komunistycznej Polski były imprezą skomplikowaną i często zbyt kosztowną jak na moją kieszeń. Robiłam sobie listę wymarzonych podróży: Knossos, Luksor, Quebec, Wyspy Galapagos, Rio de Janeiro… Część z nich już zrealizowałam, inne dopiero na mnie czekają. I co z tego, że tymczasem zostałam już starszą panią?

Tutaj też jestem!

Odkryj więcej z Podróże starszej pani

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej