Uzbekistan po polsku
Kiedy zaczęłam się szykować do wyjazdu do Uzbekistanu, wydawało mi się, że prawie nic o tym kraju nie wiem – błąkało mi się tylko po głowie niejasne wspomnienie Trębacza z Samarkandy Ksawerego Pruszyńskiego (piszę o nim we wpisie o Samarkandzie). A przecież przez Uzbekistan przewinęły się tysiące, a raczej setki tysięcy Polaków. Trafiali tu już w XIX wieku (bo też gdzie Polacy nie trafiali), np. Leon Barszczewski, jeden z pierwszych fotografów tych terenów. Wyszła o nim książka Igora Strojewskiego, Utracony świat. Podróże Leona Barszczewskiego po XIX-wiecznej Azji Środkowej (2016), której nie znam, ale poszukam w bibliotekach. Albo „prawdziwy” Konrad Wallenrod, Jan Prosper Witkiewicz. Zesłany jako nastolatek w głąb Rosji za udział w patriotycznym spisku, nauczył się w Azji Środkowej tylu języków, że stał się jednym z najważniejszych agentów i dyplomatów Imperium Rosyjskiego podczas Wielkiej Gry. Nic dziwnego, że jego biografia stała się inspiracją dla powieści i filmów (a ja nie znałam żadnego!), m.in. książki Elżbiety Cherezińskiej Turniej cieni, chociaż tam akurat nie jest pokazany jego pobyt w Bucharze i Chiwie. Na YouTube można też obejrzeć krótki film dokumentalny o nim, Od rekruta do ambasadora (litewski, ale po angielsku).



A XX wiek? No oczywiście, przecież tutaj stacjonowała Armia Andersa. Istnieje poruszająca książka Na nieludzkiej ziemi Józefa Czapskiego. Dlaczego nie przyszła mi od razu na myśl, chociaż w swoim czasie zrobiła na mnie tak wielkie wrażenie? Może dlatego, że mówi raczej o Polakach i o ich przeżyciach, niż o krainie, w której się znaleźli. Ale tu już uruchomił się łańcuch skojarzeń: Wat – Hen – Ordonówna. No i oczywiście, Broniewski. Czytaliśmy przecież w szkole ten wiersz, podejrzewam, że każdy z mojego pokolenia go pamięta (bo potem pewnie zniknął z listy lektur).
Człowiek jest dobry, mądry, spokojny,
ufny w swój rozum i myśl niepodległą,
głodu, powietrza, ognia i wojny
nie chce i stawia cegłę za cegłą.
Jakże są piękne stare mozaiki
na tym grobowcu władcy i pana!
Z więzień i tęsknot, z prawdy i z bajki
oto wstąpiłem w grób Tamerlana…
Wtedy zapamiętała mi się tylko pierwsza zwrotka. No i w rezultacie, stojąc przed mauzoleum Tamerlana, zamiast recytować Grób Tamerlana, myślałam tylko o Trębaczu z Samarkandy. Trąba!

Józef Hen, który do Uzbekistanu trafił jako młody chłopak, opisał swoje doświadczenia w kilku powieściach, m.in. Nikt nie woła. A potem Kazimierz Kutz zrobił film na podstawie książki, przenosząc akcję na ziemie odzyskane (film znam, ale czuję się usprawiedliwiona, że nigdy nie kojarzyłam go z Samarkandą…). Hen wrócił do Uzbekistanu w 1956 roku, już jako pisarz, i wydał uroczy tom reportaży Skromny chłopiec w haremie, który dzisiaj czyta się jak książkę historyczną. (Tutaj recenzja).
Wizyta w Chiwie rozbudziła także moją ciekawość co do społeczności mennonitów, którzy pod koniec XIX wieku założyli w okolicy osadę Ak Meczet (Ak Mechet, „Biały Meczet”) i zapoznali mieszkańców z różnymi nowinkami technicznymi, między innymi z aparatem fotograficznym. Sięgnęłam więc po książkę The White Mosque Sofii Samatar, potomkini jednego z tych osadników. To jednak lektura raczej dla bardzo wytrwałych czytelników. Pełniejszą recenzję można znaleźć tutaj.
O współczesnym Uzbekistanie można natomiast poczytać w książce Agnieszki Pikulickiej-Wilczewskiej Nowy Uzbekistan, która, jeśli dobrze zrozumiałam, narobiła w swoim czasie sporo hałasu (a może raczej autorka narobiła, bo uzbeckie władze wydaliły ją z Uzbekistanu). Jest to interesująca, lecz specyficzna lektura, w której autorka opowiada głównie historię polityczną Uzbekistanu po 1991 roku albo raczej historię korupcji i nadużyć związanych najpierw z prezydentem Karimowem, a potem z obecną władzą. Zaczęłam czytać książkę z zainteresowaniem a skończyłam z irytacją (tutaj recenzja). Nie polecam czytać przed wyjazdem, bo można się do niego zniechęcić. Zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu książka Norweżki Eriki Fatland, Sowietstany. Podróż po Turkmenistanie, Kazachstanie, Tadżykistanie, Kirgistanie i Uzbekistanie, wydana w Polsce przez W.A.B., choć relacja o Uzbekistanie to tylko jej część (Fatland odwiedziła Uzbekistan wcześniej, jeszcze za rządów Karimowa).



Po tych wszystkich lekturach najbardziej zachciało mi się jednak poznać współczesną literaturę uzbecką. W Polsce nie ma praktycznie nic, jakieś wydanie uzbeckich bajek ludowych, ale nie o to mi chodziło. Łatwiej było po angielsku. Jest! Hamid Ismailov, najwybitniejszy uzbecki pisarz, który mieszka na emigracji w GB. Właśnie zaczynam czytać jego The Devil’s Dance. Recenzent w „The Guardian” określił powieść tak: It’s Ivan Denisovich meets Scheherazade meets the Lannisters at a postmodern party”. Jak już przeczytam, opowiem.
A co by tu obejrzeć?
Raczej nie ma co liczyć, że wypatrzymy w repertuarze kin uzbeckie filmy. W internecie, owszem, coś jest, ale trzeba by się nauczyć po uzbecku, jednak mało realistyczne.
A jednak… coś ciekawego można znaleźć.
Zachęcam do obejrzenia archiwalnych nagrań Hudaybergana Devonova (piszę o nim tutaj) ukazujących Chiwę na początku XX wieku. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę YouTube jego nazwisko.

Bardziej ekscentryczną przyjemnością jest obejrzenie filmu niemego Minaret śmierci z 1925 roku o pięknej Dżamal, bohaterskim Sadyku i okrutnym Emirze. Przygód co niemiara, lecz przede wszystkim można zobaczyć autentyczną Bucharę z lat dwudziestych XX wieku (plansze tekstowe po rosyjsku, ale można i bez nich domyślić się, co się tam dzieje). Stroje i rekwizyty pochodzą z rozszabrowanego pałacu ostatniego emira – nie było funduszy na uszycie kostiumów ani na wykonanie dekoracji. O’lim (Ajal) minorasi”. 1925-yil. „Buxkino

A jeśli ktoś lubi polskie akcenty, jest też rosyjski serial o Annie German, która urodziła się w Urgenczu w 1936 roku: pierwsze odcinki rozgrywają się właśnie w Uzbekistanie. Serial jest dostępny na YouTube, po rosyjsku, ale z angielskimi napisami. Warto obejrzeć także ze względu na odcinki rozgrywające się w Polsce: jak też ją sobie rosyjscy filmowcy wyobrażają?

Serial Anna German. Tajemnica białego anioła powstał w 2012 roku. Co ciekawe, język zmienia się w zależności od kraju, w którym rozgrywa się akcja np. w Polsce bohaterowie mówią po polsku, we Włoszech po włosku. W 2013 roku pokazała go TVP1.







Zostaw odpowiedź